Archiwum

18 lutego 2018
I Niedziela Wielkiego Postu

Czytania liturgiczne:

Rdz 9, 8-15

Ps 25

1 P 3, 18-22

Mk 1, 12-15       

Duch Święty wyprowadził Jezusa na pustynię. Jezus chciał tego tak samo jak Duch Święty. Krótko przed tym odejściem, w czasie swego chrztu, Jezus w wyjątkowy sposób został ogarnięty miłością Ojca. Może chciał pozostać w takiej obecności Ojca jak najdłużej i odszedł na pustynię, by trwać w tym doświadczeniu? Ale to spotkanie Ojca i Syna w Duchu zakłócił nieproszony gość, który przez 40 dni „jak lew ryczący krążył” wokół Jezusa, szukając słabego punktu (por. 1P 5,8). Ale więź Jezusa z Ojcem to jest ogromny mur obronny i fundament zarazem. Ojciec jest przecież także na pustyni przy swoim Synu. Pamięć, wiedza, świadomość Jezusa o tym nie pozwoli uwierzyć w kłamstwa oskarżyciela.

Właściwie doczesne życie człowieka bardzo podobne jest do takiego trwania na pustyni. Nieustannie w naszej więzi z Ojcem przeszkadza oskarżyciel zakłamujący rzeczywistość. Czasem człowiek jest świadomy tego, że to szatan właśnie wtrąca się. Często jednak człowiek słucha go, nie odróżniając od swych własnych myśli, jego głosu fałszującego rzeczywistość.

Warto mieć głowę i serce wypełnione Słowem Ojca, wiarą w Jego stałą obecność. Wtedy nie tak łatwo damy się zwieść.

s. Małgorzata OP

 

11 lutego 2018
VI Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Kpł 13, 1-2.45-46

Ps 32

1 Kor 10, 31 – 11,1

Mk 1, 40-45               

Rób, co do ciebie należy

„Nikomu nic nie mów”. Dlaczego Jezus tak surowo zabronił uzdrowionemu mówić? Przecież dzięki temu, że jednak rozgłaszał, co się wydarzyło, wielu przyszło do Jezusa.

Myślę, że Jezusowi nie zależy na tym, żeby przyszło wielu ciekawskich, którzy dowiedzieli się o cudzie. On chce spotkania z każdą, konkretną osobą – spotkania, które jest wyrazem wiary. Fundamentem wiary jest żywa relacja z Bogiem, a nie cuda, które nas pociągają na chwilę. Jezus nie czyni więc cudów, aby nas przekonać do wiary. Czyni je z miłości, widząc wiarę, która potrafi je przyjąć.

Wsłuchując się w słowa trędowatego: „jeśli chcesz…”, dostrzegam jeszcze jeden powód zakazu mówienia. W tej pokornej prośbie słyszę pragnienie poznania woli Bożej i tego, by realizowała się ona w życiu proszącego. Czasem nie rozumiemy tej woli i trudno nam ją przyjąć. Jezus pokazuje nam sposób dawania świadectwa niezależnie od tego, czy prawdę o tym, że Bóg jest wszechmocny, że nas kocha i wie czego nam potrzeba, chcielibyśmy wykrzyczeć całemu światu, czy potrafilibyśmy ją tylko wydukać przez łzy w samotności. „Idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Innymi słowy: idź i rób, co do ciebie należy. To jest świadectwo, na którym Jezusowi zależy: żyć, kochać, pracować i służyć z miłością. Niezależnie od trudności i od emocji ufać Mu i dawać świadectwo tego zaufania poprzez wierność swoim obowiązkom w codzienności. Takim świadectwem pewnie nie pociągniemy tłumów, ale może umożliwimy komuś spotkanie żywego Boga, który daje nam siły, żeby po prostu żyć.

Widzę w tym też piękne zaproszenie do tego, żeby nie tyle rozgłaszać, że wola Boża realizuje się w naszym życiu, ale raczej w pełni tą wolą Bożą żyć.

s. Miriam OP

4 lutego 2018
V Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Hi 7, 1-4.6-7

Ps 147A

1 Kor 9, 16-19.22-23

Mk 1, 29-39                                                                                                                                                     

RÓWNOWAGA

„Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił.” – Tak o Panu Jezusie pisze ewangelista św. Marek, podsumowując niejako poprzedni pracowity dzień, który Pan spędził na nauczaniu w synagodze, uzdrawianiu chorych, wypędzaniu złych duchów i spotkaniu z mieszkańcami Kafarnaum, gdy „całe miasto zebrało się u drzwi”.

Te słowa – właśnie o wyjściu na modlitwę – szczególnie zwróciły moją uwagą. Odczytałam je jako wskazówkę i zaproszenie do naśladowania zachowania Pana Jezusa. On znalazł odpowiednie proporcje między aktywnością i kontemplacją, między działaniem i słuchaniem, między pracą i odpoczynkiem. Poszukał miejsca, gdzie mógł być sam na sam z Ojcem, by z Nim rozmawiać. A skoro On Bóg – Człowiek potrzebował i szukał takiej przestrzeni i czasu, to tym bardziej ja powinnam szukać w sobie i wokół siebie takiej równowagi. Równowagi, która wyhamuje codzienne zabieganie i otworzy na to co nadprzyrodzone i wiecznie trwałe.

s. Katarzyna OP

28 stycznia 2018
IV Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Pwt 18, 15-20

Ps 95

1 Kor 7, 32-35

Mk 1, 21-28                                                                                                                                                     

Znając nauczanie św. Pawła, jesteśmy pewni, że czytany dziś fragment jego 1 Listu do Koryntian w żaden sposób nie jest afirmacją samotniczego życia. Wystarczy przeczytać 12 i 13 rozdział tego samego listu, aby się o tym przekonać. A jednak słyszymy dziś, jak Apostoł mówi nam o potrzebie chrześcijańskiej samotności. Jak zatem pojąć tę tajemnicę?
Nieoczekiwanie pomocą w jej zrozumieniu okazała się dla mnie lektura zapisków zmarłego w 1973 r. Jakuba Maritaina – francuskiego filozofa, który przebył niezwykłą drogę od ateizmu do życia pełnią chrześcijaństwa. Jakub wraz ze swoją ukochaną żoną Raissą oraz jej siostrą Werą stworzyli – jakby na wzór rodzeństwa z Betanii – piękną wspólnotę skupioną wokół Chrystusa. I oto, jak pisze o tym Maritain:

„Nie wydaje mi się, aby kiedykolwiek między istotami ludzkimi była ściślejsza i głębsza jedność od tej, której doświadczaliśmy między sobą. Można powiedzieć, że jeden oddech podtrzymywał w nas życie. A mimo to wobec wolności drugiego każdy zachowywał sakralny szacunek. Ale przede wszystkim w sercu tej cudownej więzi miłości, która była dziełem łaski Boga, każdy nosił w sobie nienaruszalną samotność. Jakaż to tajemnica! W miarę upływu lat pogłębiała się jedność naszej małej owczarni, lecz równocześnie, czasami – mówiąc prawdę – w sposób wręcz krzyżujący, wzrastała samotność każdego z nas. Lecz ta właśnie część należała do Boga”.

A zatem istnieje taki rodzaj samotności, który nie jest osamotnieniem ani izolacją, lecz – wręcz przeciwnie – jest otwieraniem się na to, co nadprzyrodzone, nieskończone i wieczne: na Bożą miłość, którą możemy – jako najpiękniejszy dar – składać sobie nawzajem.

s. Paula OP

 

21 stycznia 2018
III Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Jon 3, 1-5.10

Ps 25

1 Kor 7, 29-31  

Mk 1, 14-20     

„Pójdź za mną” (por. Mk 1,17). Jezus woła tak w różnych momentach życia, a nawet w różnych chwilach dnia. Nie wiadomo, kiedy Jezus zawoła, ale chce, abym była wtedy gotowa zostawić sieci.

Co jest moimi „sieciami”? Co takiego jest w moim życiu, codzienności, mentalności, o co dbam, chronię, jest mi to niezbędne? Ktoś mi powiedział niedawno, że do łowienia ludzi nie są potrzebne sieci. Być wolnym od sieci, które zarzucam, naprawiam, czyszczę… Czyli: płakać tak, jakbym nie płakała, radować się tak, jakbym się nie radowała (por. 1 Kor 7, 30)… To nie jest brak zaangażowania, ale gotowość zostawienia, przemiany, gdy Jezus powie: „Chodź, zostaw to, bo to niepotrzebne do łowienia ludzi.”

A może dopiero kiedy Go usłyszę, będę wiedziała, co zostawić? Trzeba tylko nasłuchiwać…

s. Małgorzata OP

 

14 stycznia 2018
II Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

1 Sm 3, 3b-10.19

Ps 40

1 Kor 6, 13c-15a. 17-20  

J 1, 35-42                                                                                                                                                      

ŚWIADECTWO

Od kilku dni, w kontekście dzisiejszej Ewangelii, przyglądam się uczniom, którzy poszli za Panem Jezusem i wciąż wraca do mnie zdanie „Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego”.

Oni, Andrzej i jego bezimienny towarzysz, nie tylko poszli i zobaczyli, gdzie mieszka Baranek Boży. Oni pozwolili się zaprosić Panu Jezusowi w Jego codzienność. Pozostali u Niego, więc zapewne rozmawiali z Nim, zjedli razem posiłek, może podpatrywali, jak się modli. Jednym słowem byli z Panem Jezusem.

I tu w doświadczeniu obecności Boga, Boga, który jest bliski i jest blisko, widzę klucz do ewangelizacji, do świadectwa, do opowiadania o Nim. Moje głoszenie przyniesie owoc tylko wtedy, gdy rzeczywiście spotkam Pana i pozwolę się Jemu przemieniać.

s. Katarzyna OP

7 stycznia 2018
Niedziela Chrztu Pańskiego

Czytania liturgiczne:

Iz 42, 1-4.6-7

Ps 29  

Dz 10, 34-38   

Mk 1, 6b-11                                                                                                                                                       

O poranku w Uroczystość Objawienia Pańskiego – zwaną u nas świętem Trzech Króli – śpiewamy w modlitwie brewiarzowej jedną z najpiękniejszych antyfon: „Dzisiaj się Kościół złączył z Chrystusem, swoim Oblubieńcem, który go z grzechów obmył w Jordanie; biegną mędrcy z darami na królewskie gody, a woda przemieniona w wino cieszy biesiadników”. – Łączą się tym samym w jedno trzy tajemnice z życia Chrystusa: pokłon mędrców, chrzest w Jordanie i wesele w Kanie Galilejskiej. Wszystkie te tajemnice nazywamy Objawieniem Pańskim. Każda z nich opowiada nam na swój sposób o czymś niesłychanym, zdumiewającym, zachwycającym: o Synu Bożym, który – trwając w doskonałym szczęściu Trójcy Świętej – pragnie do tej pełni szczęścia włączyć nas, a czyni to, schodząc ku człowieczemu nieszczęściu, ku ludzkiej nędzy. Chrystus naprawdę dotyka wszystkiego co ludzkie – zarówno pięknych darów, ofiarowanych Mu przez mędrców, jak i ludzkiej nędzy, zanurzonej w wodach Jordanu. Wychodzi naprzeciw temu wszystkiemu, aby przemienić wodę – także tę brudną wodę – w czyste wino. A czyste wino – w swą świętą Krew.

s. Paula OP

rok 2017