Archiwum

8 lipca 2018
XIV Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Ez 2, 2-5

Ps 123

2 Kor 12, 7-10

Mk 6, 1-6

MOC W SŁABOŚCI

W „Dialogach” św. Katarzyna ze Sieny, nazywając Boga „Tym, który Jest”, o sobie samej mówi jako o „tej, której nie ma”. Coraz częściej przekonuję się, jak bardzo te słowa są prawdziwe, a jednocześnie że są one naprawdę dobrą, pełną nadziei nowiną. Bo przypominają nam, że Bóg uczynił wszystko właśnie z niczego i ma moc z nicości wszystko na nowo stworzyć. Kiedy Boża moc przenika ludzką słabość, małość, nicość, która poddaje się Bożej mocy, powstaje nowe życie.

s. Paula OP

 

1 lipca 2018
XIII Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Mdr 1, 13-15; 2, 23-24

Ps 30

2 Kor 8, 7.9.13-15

Mk 5, 21-43

UZDROWIENIE

Jair – przyszedł do Jezusa, poprosił, aby Ten przyszedł do niego, położył ręce na jego córce i ją ocalił, aby żyła. Jezus wysłuchał jego prośby i wskrzesił jego córkę. Bezimienna kobieta cierpiąca na krwotok wymyśliła sobie, że będzie zdrowa, jeśli dotknie szaty Jezusa. Zrobiła to i została uzdrowiona.

Jezus chce uzdrawiać i uzdrawia. Jezus chce, abyśmy byli odważni w proszeniu o to, czego pragniemy. Wydaje mi się, że zachęca nas do pewnej zuchwałości w wierze – proście, a dam wam. A może po prostu wiary w Jego miłość i moc.

Bardzo mocno Jezus akcentuje dziś jak ważna jest nasza wiara. Zarówno Jair jak i kobieta cierpiąca na krwotok przychodzą do Jezusa, bo wierzą, że On może im pomóc. A Jezus nie tylko spełnia ich pragnienia, ale też uwalnia ich od lęku, który jeszcze w sobie noszą. Historia kobiety mogłaby się skończyć na tym, że dotknęła szaty i została uzdrowiona, ale Bóg chce dla niej jeszcze więcej – chce, żeby była wolna od lęku, który nie pozwala jej żyć w pełni.

Jezus całym sobą mówi obydwojgu, że dobrze, że przyszli, choć ich przychodzenie nie jest doskonałe. Dlaczego Jair przyszedł tak późno, kiedy jego córeczka już dogorywała? A ta kobieta? Nie dość, że tyle zwlekała, szukając ratunku poza Bogiem, to jeszcze próbuje jakby wykraść to uzdrowienie. Jezus tak nie patrzy, nie ocenia. Cieszy się z ich wiary, z tego, że są i odpowiada na nią swoją mocą.

Bóg chce uzdrawiać i uzdrawia. Uwalnia z lęku. Daje pokój i umacnia naszą wiarę. Uzdrawia w sposób bardzo konkretny tu i teraz – z chorób fizycznych i duchowych. Dlaczego nie zawsze? Nie wiem i nie muszę wiedzieć – ja mam prosić z wiarą i wytrwałością o to, czego pragnę i z ufnością i dziękczynieniem przyjmować to, co dostaję. Nie szukać cudów, ale z miłości do Boga pozwolić Mu, aby On mnie uzdrawiał swoją Miłością.

s. Miriam OP

 

24 czerwca 2018
Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela

Czytania liturgiczne:

Iz 49, 1-6

Ps 139

Dz 13, 22-26

Łk 1, 57-66.80

MIEJSCE WZROSTU

Fragment Ewangelii na uroczystość narodzin Jana Chrzciciela kończą słowa: „Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem”. To one mnie zatrzymały, gdy zaczęłam przygotowywać ten komentarz.

Zadałam sobie pytanie, po co w życiu człowieka, w moim życiu jest potrzebny etap pustyni? Odpowiedź wcale nie była prosta i oczywista. Przede wszystkim odkryłam, pewnie po raz kolejny, że jest to uprzywilejowany czas, w którym przewodnikiem i nauczycielem może być tylko Bóg i tylko od Niego mogę otrzymać niezbędną na pustkowiu pomoc.

Ponadto dotarło do mnie, że mam pustynię do siebie dopuścić, żeby zaufania do Boga się nauczyć i by poznać lepiej samą siebie, swoje mocne i słabe strony. I co chyba najważniejsze dla mnie na „teraz” pozwolić Panu przygotować mnie do jeszcze wierniejszego wypełnienia Jego woli w mojej codzienności.

Wiem, brzmi to jak litania dobrych życzeń, ale mocno wierzę w to, że jeśli On – Bóg wyprowadza na miejsce osobne, to towarzyszy też w tej wędrówce potrzebnymi łaskami i w końcu doprowadza do realizacji tego, co zaplanował dla mojego wzrostu.

s. Katarzyna OP

 

17 czerwca 2018
XI Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Ez 17, 22-24

Ps 92

2 Kor 5, 6-10

Mk 4, 26-34

… który zieloność daje drzewu suchemu (Ez 17, 24)

Bóg jest Panem życia. Czasem daje je zupełnie niespodziewanie, zawsze hojnie, jeśli tylko „ziemia” jest gotowa, by je przyjąć. Daje niepostrzeżenie – w małym ziarnie, a po czasie zdumiewamy się nad pięknem drzewa życia, które wyrosło. Daje to życie we wszelkiej postaci – biologiczne, duchowe, w postaci Słowa, które przemówi do serca, w różnorakich łaskach. On pragnie dawać to życie, nawet, a może szczególnie tam, gdzie „drzewo jest zupełnie suche”.

s. Małgorzata OP

 

10 czerwca 2018
X Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Rdz 3, 9-15

Ps 130

2 Kor 4, 13 – 5, 1

Mk 3, 20-35

WPATRUJĄC SIĘ W NIEWIDZIALNE

O. Timothy Radcliffe, niegdysiejszy generał naszego Zakonu, w jednej ze swoich książek opowiada, jak to gdzieś w Ameryce Południowej był świadkiem zdumiewającej scenki: oto w pewnej wiosce grupka ubogich dzieci siedzących na ziemi bawiła się w grę, która – jak wynika z opisu – była odpowiednikiem zabawy znanej mi ze szkolnych korytarzy jako „koble”. Polega ona na rozrzucaniu na podłodze grubych śrubek, podrzucaniu jednej z nich i szybkim zbieraniu pozostałych. Dzieci z owej wioski ze śmiechem zabawiały się ową grą w najlepsze. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że… niczego nie miały w dłoniach. Rozrzucały, podrzucały i łapały powietrze – wyimaginowane „koble”. I sprawiało im to wielką radość.

Pomiędzy opisaną historią a dzisiejszym fragmentem Listu do Koryntian istnieje pewna analogia, ale nade wszystko – kolosalna różnica. Bo niewidzialna rzeczywistość, na którą wskazuje św. Paweł, nie jest wyimaginowana, lecz istnieje NAPRAWDĘ. My naprawdę już teraz, żyjąc na tym świecie, zanurzeni jesteśmy w rzeczywistości Bożego życia. Nawet jeśli tego nie widzimy, nie doświadczamy zmysłami, to naprawdę obdarowani jesteśmy cudownymi Bożymi darami, chociażbyśmy – patrząc po ludzku – doświadczali braków i ubóstwa. Naprawdę już teraz możemy się cieszyć życiem w niezwykłej Bożej bliskości, w jedności z Nim i w jedności między sobą – w jedności członków Jego Kościoła. A już wkrótce, gdy skończy się nasza ziemska wędrówka, naprawdę to ujrzymy i doświadczymy całymi sobą pełni Bożego szczęścia.

s. Paula OP

3 czerwca 2018
IX Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Pwt 5, 12-15

Ps 81

2 Kor 4, 6-11

Mk 2, 23 – 3, 6

WOLNOŚĆ

Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie obrazem wolności, jaką Bóg nam daje i do jakiej nas powołuje.

Bóg daje nam wolność pozwalając brać nawet z tego, co należy do Niego. Mówi wyraźnie, że jest dzień w tygodniu, który jest dniem Pana – dla Żydów szabat, a dla nas niedziela. Pokazuje jednak na Dawida, który wziął chleby pokładne, aby zaspokoić głód swój i swoich towarzyszy. Wziął to, co należy do Boga i Jego kapłanów, a Jezus pokazuje go jako wzór zachowania w stosunku do Bożej własności. Jezus pytając faryzeuszów, co można zrobić w szabat podaje nam kryterium, według którego możemy korzystać z tego, co należy do Boga: dobro i życiodajność naszego wyboru. Dawid biorąc Bożą własność, ocalił życie towarzyszy i swoje.

To jeden obraz wolności – wolności opartej na miłości i służbie życiu. Tylko taka wolność jest prawdziwa. I w niej Bóg pozwala nam brać nawet z tego, co Jemu należne – wolność jako dar.

Widzę w tym fragmencie także drugi obraz wolności – jako powołania. Jezus wzywa człowieka z uschniętą ręką, aby stanął na środku i pokazał swoją rękę. Zaprasza go do wolności od swojej słabości, ale najpierw od lęku przed nią. Próbujemy ukryć nasze słabości, i te fizyczne, i te emocjonalne, i te duchowe, a Jezus mówi: „Podnieś się na środek (…) Wyciągnij rękę”. – nie chowaj swojej słabości, bo „moc w słabości się doskonali”. Bądź wolny od niej nawet jeśli realnie ona ci towarzyszy. Bądź od niej wolny – niech ona nie panuje nad tobą, niech to ta słabość służy tobie. Myślę o ludziach, którzy malują ustami czy stopami, bo mają niesprawne dłonie. Są artystami w swojej słabości – część z nich pewnie odkryła talent właśnie dzięki swojej słabości. Ich słabość im służy, a nie oni jej.

Jezus zaprasza także nas z naszymi słabościami, jakiekolwiek by nie były, abyśmy byli wolni, a Duch Święty będzie nam wskazywał, jak je wykorzystywać z miłością i w wolności w służbie życiu. A jeśli Bóg zechce, to da nam wolność nie tylko w nich, ale i od nich. On wie, co dla nas najlepsze.

s. Miriam OP

27 maja 2018
Uroczystość Najświętszej Trójcy

Czytania liturgiczne:

Pwt 4, 32-34. 39-40

Ps 33

Rz 8, 14-17

Mt 28, 16-20

DZIAŁANIE

W uroczystość Trójcy Świętej w Ewangelii spotykamy Pana Jezusa, który rozsyła Apostołów, aby pozyskiwali uczniów udzielając im chrztu w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Głoszenie Boga obecnego w Trzech Osobach musi być dynamiczne, bo dynamiczna jest Trójca.

Ale to nie oznacza, że każdy w ten sam sposób wypełni polecenie Chrystusa.

Dla mnie dzisiaj te słowa to przede wszystkim zaproszenie do tego, by starać się żyć pełnią powołania, którym zostałam obdarowana – najpierw jako Boże dziecko, a potem jako dominikańska mniszka. Nie mogę zamknąć się w tym co dla mnie wygodne, znane i „oswojone”.

Wyjście na krańce świata polega na dyspozycyjności wobec Boga i Jego planów. Nawet jeśli fizycznie nie opuszczę klauzury mam być gotowa by być Jego apostołem i z miłością przez modlitwę nieść Go drugiemu człowiekowi.

s. Katarzyna OP

20 maja 2018
Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Czytania liturgiczne:

Dz 2, 1-11

Ps 47

Ga 5, 16-25

J 15, 26-27; 16, 12-15

„Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy” (Ga 5, 25).

Mając życie OD DUCHA… Moje życie nie jest przypadkiem, a jeśli było zaplanowane, to nie najpierw przez ludzi. Moje życie jest bardzo kruche, z wielu punktów widzenia nic nie znaczące, a jednak jest bardzo istotne i ważne! Żyję, bo chciał i chce tego Bóg. Żyję, bo otrzymałam to życie od Ducha: najpierw w momencie poczęcia, pełniej w momencie chrztu i wciąż mnie tym życiem napełnia. Kiedy otrzymuję łaski Ducha Św., to otrzymuję wciąż nowe życie, także wtedy, gdy to biologiczne wydaje się szwankować. Dzisiejsza uroczystość jest szczególnym wylaniem łask, ale Duch Święty jest przecież istotą mojego istnienia, jest zawsze obecny.

Duchu Święty, dziękuje Ci, że chcesz, abym istniała!

s. Małgorzata OP

 

13 maja 2018
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Czytania liturgiczne:

Dz 1, 1-11

Ps 47

Ef 4, 1-13

Mk 16, 15-20

Wniebowstąpienie Pana Jezusa jest ostatnim wydarzeniem opisanym przez Ewangelistów Mateusza, Marka i Łukasza, a jednocześnie pierwszym w Dziejach Apostolskich. Coś się kończy, a coś się zaczyna. A o tym końcu i początku stanowi Pan Jezus wstępujący do Nieba. Jest to zatem taki koniec i taki początek, które nieskończenie przekraczają wszelkie nasze dotychczasowe doświadczenia. Oto bowiem koniec, który nie zawiera w sobie ani odrobiny smutku. Oto początek bez nawet cienia lęku o przyszłość. Oto pożegnanie, które tak naprawdę nim nie jest, bo Jezus nie rozdziela się z uczniami, lecz zabiera ich ze sobą, a nawet nieskończenie więcej: zabiera ich do siebie, włącza ich w siebie, aby już odtąd byli nierozdzielni. Oto zatem koniec wszelkiej rozłąki, bo odtąd „jest jedno Ciało i jeden Duch” – cudowna jedność i radość dzieci Bożych złączonych wieczną miłością Ojca, Syna i Ducha Świętego.

s. Paula OP

 

6 maja 2018
VI Niedziela Wielkanocna

Czytania liturgiczne:

Dz 10, 25-26. 34-35. 44-48

Ps 98

1 J 4, 7-10

J 15, 9-17

Wytrwała miłość

„Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15,9). Co za problem? Przecież to cudowne być kochanym i móc kochać. Nie ma nic piękniejszego niż pewność, że Bóg mnie kocha. To Jego miłość jest fundamentem mojej wartości. On mnie stworzył i jestem cenna w Jego oczach, bo mnie kocha. Niczego bardziej nie chcę niż trwać w tej miłości.

Jezus jednak wskazuje na potrzebę wytrwałości. Czyżby to trwanie w Bożej miłości nie było takie proste? Odpowiedź jest oczywista – to nie jest proste, ale to jedyna droga do zbawienia i mimo trudów jest to droga piękna, bo wiemy, co jest na jej końcu: wieczność z Bogiem.

Jezus wielokrotnie podkreśla, że nas miłuje. Zależy Mu, żebyśmy byli pewni tej miłości i ufali Mu, bo jednocześnie jest to zaproszenie do trudnej drogi oddawania życia. Trwając w Bożej miłości będziemy pełni Jego radości, będziemy przyjaciółmi Jezusa, będziemy w Nim przynosić owoce, ale będziemy też oddawać życie w imię tej miłości za naszych przyjaciół. Jedni dosłownie oddadzą życie w męczeństwie, a inni rezygnując ze swoich planów, marzeń, poświęcając swój czas i siły, aby służyć tym, do których Bóg ich pośle.

Tak, miłość potrzebuje wytrwałości, bo to nie sielanka, ale decyzja, aby kochać niezależnie od trudności. Miłość wymaga przekraczania siebie, gotowości do wytrwałego naprawiania, kiedy coś się psuje i wiernego trwania, kiedy jest ciężko.

Trwanie w miłości Jezusa to decyzja, aby wiernie się z Nim spotykać na modlitwie mimo oschłości i z oddaniem służyć Mu w bliźnich mimo braku widocznych owoców.

Nie jest to łatwa droga, ale właśnie na niej Bóg wypełnia nas swoją radością, która nie wynika z naszych osiągnięć, ale wyłącznie z Jego miłości do nas.

s. Miriam OP

 

29 kwietnia 2018
V Niedziela Wielkanocna

Czytania liturgiczne:

Dz 9, 26-31

Ps 22

1 J 3, 18-24

J 15, 1-8

OWOCOWANIE

Pierwotnie ten komentarz planowałam o modlitwie kontemplacyjnej, czyli trwaniu przy Panu Jezusie i z Nim, o byciu w Jego obecności.

Ale gdy już miałam myśli przekładać na słowa, w wypadku samochodowym zginął mój Tata i ta Ewangelia, oświetlona bólem straty, nabrała nowego wymiaru.

Zatrzymały mnie wersety o owocowaniu. Szczególnie ten, w którym owocowanie związane jest z oczyszczaniem. Żeby plon był obfitszy i jakościowo lepszy, należy pozbyć się tego, co owoce zuboża, zagłusza, zacienia. Czasem jest to nadmiar winnych gron, częściej bezowocnych liści.

I w mojej konkretnej sytuacji odczytałam Boże Słowo jako wezwanie do oczyszczenia z planów, pomysłów, wyobrażeń, marzeń czy intencji modlitewnych, które nawet jeśli były dobre, były często tylko moje. A Pan Jezus zaprasza, żeby zdać się na Niego i pozwolić się poprowadzić Jemu tylko znaną ścieżką. To On jest Panem czasu, życia, śmierci. I to On ma najlepszy plan na moje owocowanie.

A wtedy, gdy ból i cierpienie zasłaniają horyzont, szczególnie mocno brzmi zdanie, że bez Niego nic uczynić nie mogę.

s. Katarzyna OP

22 kwietnia 2018
IV Niedziela Wielkanocna

Czytania liturgiczne:

Dz 4, 8-12

Ps 118

1 J 3, 1-2

J 10, 11-18

W brewiarzowej Godzinie Czytań na piątek III tygodnia Okresu Wielkanocnego znajdujemy kazanie św. Efrema, który tak opowiada o Dobrym Pasterzu:

„Ponieważ śmierć nie mogła Go pożreć bez ciała, ani też otchłań nie mogła pochłonąć Go bez ciała, zstąpił Pan w łono Dziewicy, aby wzięte z Niej człowieczeństwo mogło zaprowadzić Go do otchłani. (…)

Przyszedł do Ewy, matki wszystkich żyjących. Jest ona winnicą, której ogrodzenie śmierć wyłamała własnymi rękami Ewy, aby ta skosztowała swojego owocu. Dlatego Ewa, matka wszystkich żyjących, stała się dla nich wszystkich źródłem śmiercionośnym.

Ale zamiast Ewy, dawnej winorośli, zakwitła nowa latorośl winna, Maryja, w której zamieszkało nowe życie, Chrystus. I śmierć się przybliżyła, niczego nie przeczuwając, aby jak zwykle odebrać to, co do niej należy. Lecz oto w owocu, który miała zerwać, było ukryte Życie niweczące śmierć. (…)

Pan krzyż swój zatknął nad pożerającą wszystko otchłanią, a ludzkość przyprowadził do domu życia. Za sprawą drzewa upadła ludzkość aż do dna piekła; za sprawą drzewa wzniosła się do domu życia”.

Czytając to kazanie zrozumiałam, dlaczego na ikonach Zstąpienia do Otchłani Chrystus stoi na krzyżu, a krzyż ten rozpościera się nad przepaścią, czyniąc z siebie jak gdyby most, pozwalający mieszkańcom krainy śmierci wydostać się z niej. A stojący na drzewie krzyża Chrystus wyciąga rękę do Adama i do Ewy – do tej, która niegdyś wyciągnęła rękę ku innemu drzewu, dając posłuch wężowi i stając się źródłem śmiercionośnym. A zatem Chrystus – Dobry Pasterz – Życiodajne  Źródło – wszystko teraz odwraca, wszystko, wszystko naprawia, odnawia i naprawdę daje nam swoje życie.

s. Paula OP

15 kwietnia 2018
III Niedziela Wielkanocna

Czytania liturgiczne:

Dz 3, 13-15. 17-19

Ps 4

1 J 2, 1-5

Łk 24, 35-48

Męka i śmierć Jezusa była dla uczniów ogromnie trudnym przeżyciem. Już same ich reakcje i zachowania wobec tego faktu wywołały zapewne wielki zamęt w ich sercach. Podczas gdy są jeszcze przytłoczeni tymi doświadczeniami, dowiadują się, że Jezus żyje, a zaraz potem sami się z Nim spotykają. Ich serce i rozum nie są w stanie ogarnąć tych tajemnic. Mijają dwa tysiące lat, a kolejni uczniowie Jezusa stają zdumieni wobec tajemnic zbawienia i odpuszczenia grzechów. Jesteśmy za mali, by je pojąć, by jak najpełniej Go uwielbić i dziękować za Boże miłosierdzie. Dar miłości przerasta nas tak, że może ogarnąć nas nawet zmieszanie i lęk.

Ale Jezus wie doskonale, co dzieje się w nas. I wciąż powtarza: „Pokój wam” (Łk 24,36). Nie martwcie się tym, uciszcie wasze serca, po prostu trwajcie we mnie. Pokój wam…

s. Małgorzata OP

 

8 kwietnia 2018
Niedziela Miłosierdzia Bożego

Czytania liturgiczne:

Dz 4, 32-35

Ps 118

1 J 5, 1-6

J 20, 19-31

Miłosierdzie

„Jezus (…) stanął pośrodku”. To jest Miłosierdzie! Bóg przychodzi, aby być pośród nas, aby być w centrum naszego życia. Przychodzi i pokazuje swoje rany. Chce odwrócić naszą uwagę od naszych zamkniętych drzwi, które zamykamy z lęku, bo jesteśmy z siebie niezadowoleni, zamykamy grzechami. On przychodzi mimo zamkniętych drzwi. On już nas zbawił! Jego rany są dowodem tego, że to już się stało. Nasze zamknięte drzwi już nie są ważne.

Zaczynając rozważać ten fragment Ewangelii bardziej widziałam te zamknięte drzwi i na nich się skupiałam, znowu siebie stawiając w centrum. Ale Jezus pokazuje bardzo wyraźnie, że to nie tak. To On jest ważny! Jego śmierć i zmartwychwstanie mają być w centrum mojego myślenia. On chce być w centrum i nie boi się naszych niewierności, naszych lęków, nawet naszych grzechów. On wie, że to wszystko w nas jest, ale tym już się zajął – już nas odkupił. Teraz chce, żebyśmy my to zrozumieli i przyjęli Jego miłosierną miłość. Przyjęli, że to On jest Zbawicielem, że On nas zbawił, a nie my mamy zbawić samych siebie.

Możemy się skupiać na swoich słabościach, ale to do niczego nie prowadzi. Jezus chce, żebyśmy skupili się na Nim, na tym, że nasze odkupienie już się dokonało. Pozwala nam oglądać swoje rany. Zgadza się nawet na to, żebyśmy – jeśli tego potrzebujemy – wkładali w Jego rany palce. Pozwala nam dotknąć Jego ran. To zaproszenie do niezwykłej bliskości.

I daje nam pokój, bo kiedy przestajemy się skupiać na sobie, na tym, że nie zasługujemy, wtedy wszystko się w nas ucisza i pojawia się radość i gotowość do głoszenia, że Jezus jest Panem i Bogiem.

s. Miriam OP

 

1 kwietnia 2018
Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

Czytania liturgiczne:

Dz 10, 34a.37-43

Ps 118

Kol 3, 1-4 lub Kor 5, 6b-8

J 20, 1-9

SPOJRZENIE

Stając przed pustym grobem w wielkanocny poranek wiem, że tajemnica zmartwychwstania Pana Jezusa zupełnie mnie przerasta. Ale dzisiejsza Ewangelia daje mi nadzieję, że wiara i zrozumienie przychodzą stopniowo.

Maria Magdalena stała w ciemności na zewnątrz grobu i zobaczyła tylko kamień od niego odsunięty. Piotr wszedł do grobowca właściwie z biegu i zobaczył od razu dwa różne kawałki materiału leżące w dwóch różnych miejscach. A Jan (ów drugi uczeń) najpierw się nachylił i zajrzał do środka, a dopiero potem wszedł. Miał czas na refleksję, na porównanie tego, co zobaczył będąc jeszcze na zewnątrz (płótno), z tym, co ujrzał już w środku (płótno i zwiniętą chustę leżąca osobo). I uwierzył.

To ważna wskazówka dla mnie – wiara rozwija się stopniowo, domaga się zaangażowania, zrozumienia, spojrzenia na otaczającą rzeczywistość i zawsze jest darem.

s. Katarzyna OP

 

25 marca 2018
Niedziela Palmowa czyli Męki Pańskiej

Czytania liturgiczne:

Iz 50, 4-7

Ps 22

Flp 2, 6-11

Mk 14, 1 – 15, 47

Niedziela Palmowa Męki Pańskiej – tak Kościół nazywa dzisiejszy dzień. Zatrzymajmy się nad znaczeniem tych słów, nad znaczeniem ich połączenia, gdyż – jak myślę – mogą nam pomóc w zrozumieniu tego dnia i dni, które wkrótce nastąpią.

Niedziela – każda niedziela – jest dniem największej radości, jako upamiętnienie Zmartwychwstania Jezusa. Palmowe gałązki to radosny symbol chwalebnego zwycięstwa. Nadto gałązki z młodziutkimi listkami, które jako palmy przynosimy do kościoła, są znakiem wiosny, nowego życia, nowej nadziei.

Ale przecież jest to niedziela Męki Pańskiej. Czytana dziś Ewangelia zawiera w sobie te chwile i dni, które dla Jezusa i Jego uczniów były najboleśniejszymi momentami ich życia.

Jak zatem możliwe jest połączenie niedzielnej radości z rozważaniem męki Jezusa?

Gdy pierwszego dnia tygodnia, który jest naszą niedzielą, Zmartwychwstały Jezus ukazał się uczniom, ujrzeli oni w Jego przemienionym, chwalebnym ciele ślady po gwoździach i włóczni. Ale przecież wiemy, że te rany na zmartwychwstałym ciele Jezusa już nie są źródłem bólu ani smutku, gdyż zostały włączone w paschalną radość.

Dziś świętujemy początek tej tajemnicy. Niedziela Palmowa Męki Pańskiej opowiada nam o radości rodzącej się w bólu.

s. Paula OP

18 marca 2018
V Niedziela Wielkiego Postu

Czytania liturgiczne:

Jr 31, 31-34

Ps 51

Hbr 5, 7-9

J 12, 20-33

„Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny” (J 12, 27). Rozważając czytania dzisiejszej niedzieli zrozumiałam, że w sercu noszę właśnie taką modlitwę. Gdy słyszę o cierpieniu innych osób, o wojnach i skandalach, gdy pomyślę o zagrożeniu poważną chorobą, gdy po prostu jest ktoś lub coś nie po mojej myśli – w sercu bezwiednie rozlega się wołanie: „Ojcze wybaw mnie, innych, od tej godziny!” Boję się grzechu, bólu, niesprawiedliwości, upokorzenia, kłamstwa…

„Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć?” (J 12, 27).

Ostatecznie Jezus mówi: „Właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę”. Chociaż „z głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby i błagania” (Hbr 5,7), to jednocześnie wołał: „Ojcze, wsław Twoje imię!” (J 12,28).

Chcieć i nie chcieć jednocześnie. Wołać całym swym człowieczeństwem – „nie chcę umierać!” i pragnąć obumrzeć, by przynieść plon – ŻYCIE.

Jezu, prowadź mnie.

s. Małgorzata OP

 

11 marca 2018
IV Niedziela Wielkiego Postu

Czytania liturgiczne:

2 Krn 36, 14-16. 19-23

Ps 137

Ef 2, 4-10

J 3, 14-21

SĄD

Zatrzymał mnie w dzisiejszej Ewangelii dość zaskakujący opis Sądu, który nas czeka, albo może lepiej byłoby powiedzieć, który się nieustannie odbywa. Jest to Sąd, w którym to nie Sędzia wydaje wyrok.

Sędzią jest Jezus, który przyszedł, aby nas zbawić, a nie potępić. Daje nam Siebie – Światło, abyśmy poznali prawdziwą wartość naszych czynów. Może pojawić się dość logiczna myśl, że nie warto zbliżać się do tego Światła, które ma ujawnić wszystko. W końcu dobrze wiem, że na koncie mam zarówno czyny dobre, jak i złe… a może w tym Świetle okaże się, że tych złych jest więcej? Lepiej uważać!

Może to i myśl logiczna, ale tu nie ma ani słowa o tym, że ten „rachunek” czynów złych i dobrych ma wpływ na wyrok. „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, żeby świat został przez Niego zbawiony” (J 3,17). Bóg ma jeden cel – zbawić nas, bo nas kocha i chce, żebyśmy żyli wiecznie z Nim. Dlatego dał nam swojego Syna, który został wywyższony na krzyżu, abyśmy mieli życie wieczne. Jezus na krzyżu obiecał niebo łotrowi, który Go o to poprosił, wybaczając mu wszystko, bo ten – mimo że jego „rachunek” dobrych i złych czynów pewnie nie był imponujący – uwierzył w zbawczą moc umierającego Jezusa.

Właśnie, bo nie chodzi o nasze „rachunki”, nasze „zasługiwanie”, ale o wiarę: „Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (J 3,18). Chodzi o wiarę w imię Jezusa, które oznacza „Jahwe zbawia”. Nie potępia, nie rozlicza, ale zbawia! Wierząc, pozwalamy Bogu działać; nie wierząc sami wydajemy na siebie wyrok potępienia, bo nikt inny nie może nas zbawić – tylko Jezus!

Zbliżajmy się do Światła. Trwajmy w Nim, abyśmy poznali siebie i swoje czyny i przyjęli z radością zbawczą moc Jezusa, która uzdalnia nas do coraz bardziej prawdziwej miłości.

s. Miriam OP

4 marca 2018
III Niedziela Wielkiego Postu

Czytania liturgiczne:

Wj 20, 1-17

Ps 19

1 Kor 1, 22-25

J 2, 13-25

TARGOWISKO

Wczoraj zaplanowałam, że dzisiejsze popołudnie będę mieć na przemyślenie i napisanie komentarza. Dzisiaj natomiast okazało się, że potrzeba, bym zastąpiła siostrę w kuchni, więc cały plan trzeba było przeorganizować i przed pracą przemyśleć o czym chcę opowiedzieć. Ale zanim zatrzymałam się nad tekstem Ewangelii, minęło ponad 20 minut, w których doświadczyłam wewnętrznego rozgardiaszu. Dlaczego o tym piszę, bo pozwoliło mi to w inny sposób popatrzeć na zachowanie Pana Jezusa, o którym słyszymy w trzecią niedzielę Wielkiego Postu.

Pan Jezus wchodzi do świątyni i robi w niej porządek: wyrzuca przekupniów, wywraca stoły bankierom, rozgania zwierzęta. Nie chce, by w domu Boga było targowisko. Przypomina, że ma tam być miejsce modlitwy.

Proste, jeśli się patrzy z dystansu, jeśli te porządki dotyczą czegoś, lub kogoś obok. Wtedy można przyznać Panu Jezusowi słuszność. Zgodzić się, że przecież nie mógł zrobić inaczej, że Jego zachowanie, choć gwałtowne, jest na miejscu.

Tylko, że tutaj nie chodzi o jakiś budynek czy przestrzeń. Świątynią, o którą troszczy się Pan jest moja dusza i serce wielokrotnie zabałaganione nadmiernymi troskami i pomysłami na dziś i jutro. Targowisko pełne zabiegania. Oczywiście mogę sama starać się je uprzątnąć, pozamiatać, wyczyścić. Ale dużo skuteczniej zrobi to Pan, jeżeli Mu na to pozwolę.

s. Katarzyna OP

 

25 lutego 2018
II Niedziela Wielkiego Postu

Czytania liturgiczne:

Rdz 22, 1-2.9-13.15-18

Ps 116B

Rz 8, 31b-34

Mk 9, 2-10

 

W dzisiejszym czytaniu z Księgi Rodzaju szczególnie poruszający jest dla mnie sposób, w jaki Izaak zostaje nazwany przez Boga. Bóg używa bowiem określeń wskazujących na to, że pragnie złożenia Mu ofiary najdroższej: „Twojego jedynego syna, którego miłujesz”.

Ale wsłuchajmy się uważnie w słowa Boga: On nie poleca Abrahamowi, aby Izaaka zabił, lecz mówi: „złóż w ofierze”. W przekonaniu Abrahama takie polecenie jest jednoznaczne z zabiciem ukochanego syna, ale – jak się wkrótce przekona – to nie śmierć stanowi istotę tej ofiary. Istotą całopalnej ofiary składanej Bogu jest pełne oddania wypełnienie Jego woli. – Także za cenę cierpienia i umierania.

Umiłowany Syn Boży – Jezus Chrystus – stał się doskonałą całopalną ofiarą. Jego życie całe oddane spełnianiu woli Ojca jest najpiękniejszym dla Niego darem. Dlatego śmierć Jezusa – zadana Mu przez ludzi i po ludzku straszliwa i haniebna – w Bożych oczach przemieniła się w dopełnienie tego, czym było całe Jego ziemskie życie: całopalnego daru miłości.

s. Paula OP

 

18 lutego 2018
I Niedziela Wielkiego Postu

Czytania liturgiczne:

Rdz 9, 8-15

Ps 25

1 P 3, 18-22

Mk 1, 12-15       

Duch Święty wyprowadził Jezusa na pustynię. Jezus chciał tego tak samo jak Duch Święty. Krótko przed tym odejściem, w czasie swego chrztu, Jezus w wyjątkowy sposób został ogarnięty miłością Ojca. Może chciał pozostać w takiej obecności Ojca jak najdłużej i odszedł na pustynię, by trwać w tym doświadczeniu? Ale to spotkanie Ojca i Syna w Duchu zakłócił nieproszony gość, który przez 40 dni „jak lew ryczący krążył” wokół Jezusa, szukając słabego punktu (por. 1P 5,8). Ale więź Jezusa z Ojcem to jest ogromny mur obronny i fundament zarazem. Ojciec jest przecież także na pustyni przy swoim Synu. Pamięć, wiedza, świadomość Jezusa o tym nie pozwoli uwierzyć w kłamstwa oskarżyciela.

Właściwie doczesne życie człowieka bardzo podobne jest do takiego trwania na pustyni. Nieustannie w naszej więzi z Ojcem przeszkadza oskarżyciel zakłamujący rzeczywistość. Czasem człowiek jest świadomy tego, że to szatan właśnie wtrąca się. Często jednak człowiek słucha go, nie odróżniając od swych własnych myśli, jego głosu fałszującego rzeczywistość.

Warto mieć głowę i serce wypełnione Słowem Ojca, wiarą w Jego stałą obecność. Wtedy nie tak łatwo damy się zwieść.

s. Małgorzata OP

 

11 lutego 2018
VI Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Kpł 13, 1-2.45-46

Ps 32

1 Kor 10, 31 – 11,1

Mk 1, 40-45               

Rób, co do ciebie należy

„Nikomu nic nie mów”. Dlaczego Jezus tak surowo zabronił uzdrowionemu mówić? Przecież dzięki temu, że jednak rozgłaszał, co się wydarzyło, wielu przyszło do Jezusa.

Myślę, że Jezusowi nie zależy na tym, żeby przyszło wielu ciekawskich, którzy dowiedzieli się o cudzie. On chce spotkania z każdą, konkretną osobą – spotkania, które jest wyrazem wiary. Fundamentem wiary jest żywa relacja z Bogiem, a nie cuda, które nas pociągają na chwilę. Jezus nie czyni więc cudów, aby nas przekonać do wiary. Czyni je z miłości, widząc wiarę, która potrafi je przyjąć.

Wsłuchując się w słowa trędowatego: „jeśli chcesz…”, dostrzegam jeszcze jeden powód zakazu mówienia. W tej pokornej prośbie słyszę pragnienie poznania woli Bożej i tego, by realizowała się ona w życiu proszącego. Czasem nie rozumiemy tej woli i trudno nam ją przyjąć. Jezus pokazuje nam sposób dawania świadectwa niezależnie od tego, czy prawdę o tym, że Bóg jest wszechmocny, że nas kocha i wie czego nam potrzeba, chcielibyśmy wykrzyczeć całemu światu, czy potrafilibyśmy ją tylko wydukać przez łzy w samotności. „Idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Innymi słowy: idź i rób, co do ciebie należy. To jest świadectwo, na którym Jezusowi zależy: żyć, kochać, pracować i służyć z miłością. Niezależnie od trudności i od emocji ufać Mu i dawać świadectwo tego zaufania poprzez wierność swoim obowiązkom w codzienności. Takim świadectwem pewnie nie pociągniemy tłumów, ale może umożliwimy komuś spotkanie żywego Boga, który daje nam siły, żeby po prostu żyć.

Widzę w tym też piękne zaproszenie do tego, żeby nie tyle rozgłaszać, że wola Boża realizuje się w naszym życiu, ale raczej w pełni tą wolą Bożą żyć.

s. Miriam OP

4 lutego 2018
V Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Hi 7, 1-4.6-7

Ps 147A

1 Kor 9, 16-19.22-23

Mk 1, 29-39                                                                                                                                                     

RÓWNOWAGA

„Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił.” – Tak o Panu Jezusie pisze ewangelista św. Marek, podsumowując niejako poprzedni pracowity dzień, który Pan spędził na nauczaniu w synagodze, uzdrawianiu chorych, wypędzaniu złych duchów i spotkaniu z mieszkańcami Kafarnaum, gdy „całe miasto zebrało się u drzwi”.

Te słowa – właśnie o wyjściu na modlitwę – szczególnie zwróciły moją uwagą. Odczytałam je jako wskazówkę i zaproszenie do naśladowania zachowania Pana Jezusa. On znalazł odpowiednie proporcje między aktywnością i kontemplacją, między działaniem i słuchaniem, między pracą i odpoczynkiem. Poszukał miejsca, gdzie mógł być sam na sam z Ojcem, by z Nim rozmawiać. A skoro On Bóg – Człowiek potrzebował i szukał takiej przestrzeni i czasu, to tym bardziej ja powinnam szukać w sobie i wokół siebie takiej równowagi. Równowagi, która wyhamuje codzienne zabieganie i otworzy na to co nadprzyrodzone i wiecznie trwałe.

s. Katarzyna OP

28 stycznia 2018
IV Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Pwt 18, 15-20

Ps 95

1 Kor 7, 32-35

Mk 1, 21-28                                                                                                                                                     

Znając nauczanie św. Pawła, jesteśmy pewni, że czytany dziś fragment jego 1 Listu do Koryntian w żaden sposób nie jest afirmacją samotniczego życia. Wystarczy przeczytać 12 i 13 rozdział tego samego listu, aby się o tym przekonać. A jednak słyszymy dziś, jak Apostoł mówi nam o potrzebie chrześcijańskiej samotności. Jak zatem pojąć tę tajemnicę?
Nieoczekiwanie pomocą w jej zrozumieniu okazała się dla mnie lektura zapisków zmarłego w 1973 r. Jakuba Maritaina – francuskiego filozofa, który przebył niezwykłą drogę od ateizmu do życia pełnią chrześcijaństwa. Jakub wraz ze swoją ukochaną żoną Raissą oraz jej siostrą Werą stworzyli – jakby na wzór rodzeństwa z Betanii – piękną wspólnotę skupioną wokół Chrystusa. I oto, jak pisze o tym Maritain:

„Nie wydaje mi się, aby kiedykolwiek między istotami ludzkimi była ściślejsza i głębsza jedność od tej, której doświadczaliśmy między sobą. Można powiedzieć, że jeden oddech podtrzymywał w nas życie. A mimo to wobec wolności drugiego każdy zachowywał sakralny szacunek. Ale przede wszystkim w sercu tej cudownej więzi miłości, która była dziełem łaski Boga, każdy nosił w sobie nienaruszalną samotność. Jakaż to tajemnica! W miarę upływu lat pogłębiała się jedność naszej małej owczarni, lecz równocześnie, czasami – mówiąc prawdę – w sposób wręcz krzyżujący, wzrastała samotność każdego z nas. Lecz ta właśnie część należała do Boga”.

A zatem istnieje taki rodzaj samotności, który nie jest osamotnieniem ani izolacją, lecz – wręcz przeciwnie – jest otwieraniem się na to, co nadprzyrodzone, nieskończone i wieczne: na Bożą miłość, którą możemy – jako najpiękniejszy dar – składać sobie nawzajem.

s. Paula OP

 

21 stycznia 2018
III Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

Jon 3, 1-5.10

Ps 25

1 Kor 7, 29-31  

Mk 1, 14-20     

„Pójdź za mną” (por. Mk 1,17). Jezus woła tak w różnych momentach życia, a nawet w różnych chwilach dnia. Nie wiadomo, kiedy Jezus zawoła, ale chce, abym była wtedy gotowa zostawić sieci.

Co jest moimi „sieciami”? Co takiego jest w moim życiu, codzienności, mentalności, o co dbam, chronię, jest mi to niezbędne? Ktoś mi powiedział niedawno, że do łowienia ludzi nie są potrzebne sieci. Być wolnym od sieci, które zarzucam, naprawiam, czyszczę… Czyli: płakać tak, jakbym nie płakała, radować się tak, jakbym się nie radowała (por. 1 Kor 7, 30)… To nie jest brak zaangażowania, ale gotowość zostawienia, przemiany, gdy Jezus powie: „Chodź, zostaw to, bo to niepotrzebne do łowienia ludzi.”

A może dopiero kiedy Go usłyszę, będę wiedziała, co zostawić? Trzeba tylko nasłuchiwać…

s. Małgorzata OP

 

14 stycznia 2018
II Niedziela Zwykła

Czytania liturgiczne:

1 Sm 3, 3b-10.19

Ps 40

1 Kor 6, 13c-15a. 17-20  

J 1, 35-42                                                                                                                                                      

ŚWIADECTWO

Od kilku dni, w kontekście dzisiejszej Ewangelii, przyglądam się uczniom, którzy poszli za Panem Jezusem i wciąż wraca do mnie zdanie „Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego”.

Oni, Andrzej i jego bezimienny towarzysz, nie tylko poszli i zobaczyli, gdzie mieszka Baranek Boży. Oni pozwolili się zaprosić Panu Jezusowi w Jego codzienność. Pozostali u Niego, więc zapewne rozmawiali z Nim, zjedli razem posiłek, może podpatrywali, jak się modli. Jednym słowem byli z Panem Jezusem.

I tu w doświadczeniu obecności Boga, Boga, który jest bliski i jest blisko, widzę klucz do ewangelizacji, do świadectwa, do opowiadania o Nim. Moje głoszenie przyniesie owoc tylko wtedy, gdy rzeczywiście spotkam Pana i pozwolę się Jemu przemieniać.

s. Katarzyna OP

7 stycznia 2018
Niedziela Chrztu Pańskiego

Czytania liturgiczne:

Iz 42, 1-4.6-7

Ps 29  

Dz 10, 34-38   

Mk 1, 6b-11                                                                                                                                                       

O poranku w Uroczystość Objawienia Pańskiego – zwaną u nas świętem Trzech Króli – śpiewamy w modlitwie brewiarzowej jedną z najpiękniejszych antyfon: „Dzisiaj się Kościół złączył z Chrystusem, swoim Oblubieńcem, który go z grzechów obmył w Jordanie; biegną mędrcy z darami na królewskie gody, a woda przemieniona w wino cieszy biesiadników”. – Łączą się tym samym w jedno trzy tajemnice z życia Chrystusa: pokłon mędrców, chrzest w Jordanie i wesele w Kanie Galilejskiej. Wszystkie te tajemnice nazywamy Objawieniem Pańskim. Każda z nich opowiada nam na swój sposób o czymś niesłychanym, zdumiewającym, zachwycającym: o Synu Bożym, który – trwając w doskonałym szczęściu Trójcy Świętej – pragnie do tej pełni szczęścia włączyć nas, a czyni to, schodząc ku człowieczemu nieszczęściu, ku ludzkiej nędzy. Chrystus naprawdę dotyka wszystkiego co ludzkie – zarówno pięknych darów, ofiarowanych Mu przez mędrców, jak i ludzkiej nędzy, zanurzonej w wodach Jordanu. Wychodzi naprzeciw temu wszystkiemu, aby przemienić wodę – także tę brudną wodę – w czyste wino. A czyste wino – w swą świętą Krew.

s. Paula OP

rok 2017